Monday, December 17, 2007

długi to był weekend. i bosko leniwie się toczący. kosma dojechał popołudniu. pojedlim, popilim i poszliśmy w miasto. oczywiście na trasie znalazła się la concha, do której mam słabość. przy okazji odwiedzin kosmy była koniecznym punktem zwiedzania. la concha ma bardzo wschodni klimat, a wnętrze wypełnia aromat fajek wodnych, więc kosma powinien poczuć się jak w domu;) pomysłu na spędzenie reszty nocy dostarczył tal. wypiliśmy po północy kawę u chłopaków i wyruszyliśmy na reaggowe party na squocie. bosko się wyhasaliśmy, choć obiektywnie patrząc na poziom imprezy - nie prezentowała się nadzwyczajnie. do wyrka trafiliśmy koło 7ej, więc niedziela zaczęła się późno.. uciekło nam sporo czasu, gdy usiłowaliśmy powrócić do stanu aktywności. a jak już powróciliśmy (po podniesieniu się z wyrka ok16ej), wiedzieliśmy, że raczej szybko nie zaśniemy. pozostało wyruszyć w miasto;) więc kolejna z ulubionych knajp (nadal nie wiem jak się nazywa..) piwo sprzedawane na rambli skonsumowane nad morzem i po raz kolejny za-późny powrót na chatkę. całe dwa wieczory wypełnione intensywnym gadaniem, wyśmienitym, rozpieszczającym formą i treścią. prześmieszna była reflexja, że kosma wylądował w słonecznej hiszpanii, a wyjedzie przekonany, że tu nigdy nie świeci słońce - wychodziliśmy z chatki po zmroku. zebrał się dziś rano (hiszpańskie rano - po 10ej) i "zwiedził" barcelonę w trzy godziny. kilka godzin i ląduje w marrakeshu - za kilka dni będziemy mogli sobie pomachać z dwóch kontynentów.

No comments: