Friday, August 31, 2007

"the simpsons" in espanol

barcelona mnie zaskoczyla. wcale nie pozytywnie. pokazala sie jako pomarszczona i brzydka. pelna smieci, kurzu i betonu. pocieszam sie, ze tak naprawde nic nie widzialam. czekalam caly dzien na tuche (z tobolkami), wiec zaleglam na pierwszej znalezionej lawce. potem polazilysmy po kilku ulicach, ale centrum, glownych smaczkow jeszcze nie widzialam. bede odkrywac miasto krok-po-kroku, bez zachlysniecia sie, bez przekonania, ze barcelona jest piekna. takiej jej jeszcze nie znam. wyglada na to, ze bedziemy sie powoli ze soba oswajac, bycmoze konczac wielkim romansem.

Wednesday, August 29, 2007

wielki plecak

zakończyłam pakowanie. plecak jest ogromny, torba podręczna ciężka (plecak, oczywiście, też). wylot o świcie z berlina, więc czeka mnie jeszcze przeprawa samochodowa. na miejscu, w barcelonie, tyłek mi ratuje tucha - pierwsze kimanie u niej w chatce (chwała ci za to, tucha!). nie mam pojęcia, tradycyjnie już, co wydarzy się później. moje obawy dotyczą głównie języka. ale i w tej sprawie nie jest tragicznie. właśnie dostałam maila od katalończyka z zapytaniem o pomoc w nauce polskiego. więc możemy zorganizować wzajemną wymianę umiejętności lingwistycznych i będę uratowana;)
ostatnie pogaduchy i ściski dobiegły końca. nie zdarzyłam, albo nie miałam okazji zobaczyć wielu ludzików i teraz na pewno trochę minie zanim ich zobaczę. dlatego w pewnym momencie naszła mnie myśl, że nigdzie nie chce mi się jechać. mam ochotę posiedzieć z bliskimi i przegadać kilka następnych miesięcy. miejsce nie jest ważne, wystarczy kanapa, balkon, ogród. pamiętasz sovah jak wymyśliłeś/wymarzyłeś fantastyczno-utopijną wyspę dla bliskich? gdy już szczęście dopisze i zrealizujesz się zawodowo, co będzie szło w parze z mamoną, zakupisz małą wyspę na południu. zasiedlą ją wszyscy bliscy. tak, żebyś w wolnych chwilach mógł tam wpaść i przegadać kilka godzin, albo wypić z kimś poranną kawę. sąsiednia wyspa byłaby moja:) bo reality jest kapryśne - co z tego, że ja zostałabym tutaj, jeśli część bliskich jest/wyjeżdża gdzieś? pozostaje wsiąść jutro w samolot i czekać na wasze przyjazdy..

Monday, August 20, 2007

looking for a flat

niektórzy wiedzą, że szukanie mieszkania jest moją ulubioną rozrywką. oddawałam się jej w pełni w zeszłym roku akademickim - zaliczyłam pięć lokalizacji, mój dotychczasowy rekord. tym razem przyszła kolej na barcelonę. więc wieczory spędzam przed ekranem poszukując przyjaznej chatki. nasz domowy pc oczywiście życia mi nie ułatwia - strony pooowoli przesuwają się przed mymi oczkami. dziennie wysyłam około 15tu maili zachwalając me zalety i przemilczając wady. wszystko po to, aby ktoś wpuścił mnie pod swój dach (za co i tak przyjdzie mi płacić za-dużo finansowo, oby nie inaczej..).
właśnie dotarło do mnie, że wydźwięk tego posta jest nieco negatywny - chyba już mam nieco dosyć.. bo wszyscy chcą się umówić, żeby delikwenta obejrzeć, przepytać, sprawdzić czy nie ma tików nerwowych albo natręctw.. a ja w barcelonie będę dopiero za czas jakiś i nic nie mogę załatwić wirtualnie.. i dziś mi się nie chce stawiać myself w ich pozycji;)

Tuesday, August 14, 2007

rodzinny

właściwie nie mam o czym pisać. jak zwykle tutaj, tracę mobilizację do robienia czegokolwiek. podjęcie jakichkolwiek działań wymaga ogromnego nakładu energii. a i tak niewiele z tego wynika.. więc kręce się pomiędzy powtarzaniem hiszpańskiego, dopinaniem wizyty we wrocławiu, organizowaniem dentysty, leniwym szukaniem lokum przez internet. a tak naprawdę - leniuchuję:) tyle dobrego, że mamasza wywiozła mnie nad wodę i mogłam popływać.

Saturday, August 11, 2007

słońce zaszło

sniadane w sztokholmie, niedaleko spokojniejszej starej czesci miasta
poznań. u babci już, po kilku łapczywie pożartych bułkach (z żółtym serem, ahh). droga poszła sprawnie. do narviku dojechałam na stopa w miłym towarzystwie, na czas-w-sam-raz:) więc wsiadłam w pociąg do sztokholmu (tam miła niespodzianka - połowa spodziewanej ceny). przez kolejnych 20cia godzin kimałam kręcąc się z boku na bok. granice mija się szybko i już wtedy następuje zachód słońca. po pięciu tygodniach pozbawionych zmierzchu - to jest nietypowym zjawiskiem, a nie odwrotnie. sztokholm przeraził mnie dużym miastem, z pośpiechem, hałasem, wysokimi wieżowcami. tromso uchodzi za dość duże norweskie miasto - pamiętajcie o tym "uchodzi". w tym ogromnym mieście zwiedziłam kilka hosteli, bo okazywało się, że nie ma nigdzie miejsc. w końcu dostałam łóżko w hostelu na statku, na które było mnie jeszcze stać. noc więc ukołysała mnie do snu i faktycznie przepadłam w śnie, żadnych dźwięków, przebudzeń. dzisiejszy dzień składał się z czekania: czekanie na dworcu na autobus, czekanie na odprawę, czekanie na samolot, czekanie w poznaniu na autobus. umęczyło mnie to strasznie. ale już jestem. cieszę się ogromnie. to już był czas rozstania z norge. ale jak już wspomniałam, jestem w poznaniu. czeka mnie jeszcze jutro przejazd do rodzinnego. czy można przedawkować korzystanie ze środków transportu publicznego?

Wednesday, August 8, 2007

lot ze sztokholmu zarezerwowany na 11go. mam nadzieje dotrzec tam na czas. droga z tromsø do narviku ma zostac pokonana na stopa, wiec niespodzianki moga sie jeszcze zdarzyc. ale jak wszystko pojdzie niezle w sobote bede juz ladowac w poznaniu. moze wtedy nastapi jakies podsumowanie, juz z dystansem..mistrz przybyl, mozna jechac do domu.

Tuesday, August 7, 2007

musze przyznac, ze jestem zmeczone juz norge. tym zyciem pomiedzy szukaniem pracy, lokum, przemieszczaniem sie i ciaglymi niespodziankami jutra. zaden dzien nie przynosi jakichkolwiek rozwiazan, zadnej stalej (poza poranna kawa, na szczescie). wszelkie dzialania wydaja sie sprowadzac do nieograniczonego czasu wolnego. wypadaloby sie nim cieszyc, ale przeciez nie jest on do konca czasem wolnym, no bo szukanie pracy. i tak sie kolo zamyka. jesli mam leniuchowac, wole byc w rodzinnym i robic to z pelna premedytacja. powoli zapadaja decyzje. coraz blizej pakowania plecaka.

Monday, August 6, 2007

weekend minal leniwie i przyjemnie. sobota byla przednia. udalo sie nam zlowic rybe, wiec usmazylismy ja na ognisku. na deser mielismy michy pelne jagod. jak tak dalej pojdzie, wyslannicy cywilizacji znajda nas za miesiac i uratuja z dziczy. najpierw nas umyja i nakarmia zarciem z fast-food'u, pozniej beda sylabizowac slowa, przypomna jak sie czyta i pisze, i oczywiscie, mowi "dziendobry" i "dziekuje". po wielu zmudnych wysilkach przywroca nas na lono spoleczenstwa. i wspaniale, bo zimy bysmy tu nie przezyli')wczoraj mielismy gosci (a jakze, a takich warunkach nawet gosci mozna przyjmowac) - kumpele majki przejazdem u nas nocowaly. wiec odrobina alkoholu sie trafila (latwo z tego wyczytac, ze normalnie go nie ma wcale..) i nocny seans filmowy.
a dzis powrot do rzeczywistosc, wiec szukanie pracy. mialo sie dzis cos wyklarowac, a nie klaruje sie nadal. wiec nie wiem czy wsiadam jutro w pociag, czy moze za dni kilka.. we'll see..

Saturday, August 4, 2007

z newsow. dalej pomieszkuje w chatce nad woda. skonstruowalam self-made polowy prysznic, wiec nawet jest gdzie sie umyc. warunki, ktore poczatkowo mnie straszyly, oswoily sie ze mna i jest, mimo, ze biwakowo, calkiem niezle. zycie, a przynajmniej najprostrze zyciowe potrzeby, znowu sie zorganizowaly.mistrz w drodze. okazuje sie on tez centrum informacyjnym. i tak dowiedzialam sie, ze majka z piotrkiem sa w tromsø. oni w namiocie, ja sama - wiec polaczylismy sily i radosnie pomieszkujemy razem. dzielac sie ksiazkami (jak zwykle odwiedzam juz lokalne second-hand'y; dosc ryzykowna aktywnosc, zwazajac na to, ze nic nie zarabiam..) i zmywaniem garow. poszukujemy, dosc leniwie, pracy i oczekujemy poniedzialku, kiedy to moze cos sie wyklaruje. should i say that sun is shining? :)

Thursday, August 2, 2007

hustawka

przez brak organizacji i planowania mozna nabawic sie niezlego rozchwiania emocjonalnego. wczoraj wieczorem odebralam telefon od kogos z hotelu proponujacego mi prace w house-keepingu. jasne, ze o niej marzylam! wiec dzis interview i pytanie czy mam pozwolenie na prace i kiedy przeprowadzilam sie do norge. well, it`s misunderstanding. szukam pracy na dwa/trzy tygodnie, a z tego, ze chce malowac domy wynika, ze pozwolenia nie mam. wiec wczoraj moglam gory przenoscic, a dzis mam gory w dupie..
zostalam sama nad brzegiem slonej wody. byloby milo, gdyby noce uplywaly spokojnie. ale te cholerne mewy wrzeszcza chyba cala noc. potrzebuje towarzystwa. mistrzu, przybywaj!

Wednesday, August 1, 2007

tromsø

od piatku jestem w tromsø. pomieszkiwalam przez piec dni u rodzinki norwesko-rosyjskiej, tobiasa i katii z malym sebkiem. radosnie, bezstresowo, czytaj: wszyscy maja wszystko w tylku. dzieci biegaja polnagie wrzeszczac, sterty papierow walaja sie po podlodze, gospodarze troche z toba pogadaja, ale wlasciwie glownie cie ignoruja. coz, nie czulam sie tam wyjatkowo swobodnie, mimo pozornie takiej atmosfery.
z inka poszlysmy na ryby (tragiczny pomysl). oczywiscie udalo sie nam sciagnac lodke na wode, ale po powrocie juz nie moglysmy jej wtaszczyc na gore. i wtedy z zarosli wylonil sie dlugowlosy bladyn poteznej postury i przedzwigal lajbe. pogadalysmy z nim chwile. wspomnial o chatce w okolicy, ktora moglby mi "wyporzyczyc", wiec pociagnelam temat. i udalo sie. mieszkam w chatce o bezcennym widoku, z mniej niz basic wyposazeniem. nie wiem jak dlugo tu wytrzymam. mam spadek energii. od tygodnia ocieram sie o ludzi, ale jestem sama. to byla dobra przerwa, ale juz bym z kims naprawde pobyla. wiec mysle o powrocie do chatki. sprawdzilam dzis pociagi..