zakończyłam pakowanie. plecak jest ogromny, torba podręczna ciężka (plecak, oczywiście, też). wylot o świcie z berlina, więc czeka mnie jeszcze przeprawa samochodowa. na miejscu, w barcelonie, tyłek mi ratuje tucha - pierwsze kimanie u niej w chatce (chwała ci za to, tucha!). nie mam pojęcia, tradycyjnie już, co wydarzy się później. moje obawy dotyczą głównie języka. ale i w tej sprawie nie jest tragicznie. właśnie dostałam maila od katalończyka z zapytaniem o pomoc w nauce polskiego. więc możemy zorganizować wzajemną wymianę umiejętności lingwistycznych i będę uratowana;)
ostatnie pogaduchy i ściski dobiegły końca. nie zdarzyłam, albo nie miałam okazji zobaczyć wielu ludzików i teraz na pewno trochę minie zanim ich zobaczę. dlatego w pewnym momencie naszła mnie myśl, że nigdzie nie chce mi się jechać. mam ochotę posiedzieć z bliskimi i przegadać kilka następnych miesięcy. miejsce nie jest ważne, wystarczy kanapa, balkon, ogród. pamiętasz sovah jak wymyśliłeś/wymarzyłeś fantastyczno-utopijną wyspę dla bliskich? gdy już szczęście dopisze i zrealizujesz się zawodowo, co będzie szło w parze z mamoną, zakupisz małą wyspę na południu. zasiedlą ją wszyscy bliscy. tak, żebyś w wolnych chwilach mógł tam wpaść i przegadać kilka godzin, albo wypić z kimś poranną kawę. sąsiednia wyspa byłaby moja:) bo reality jest kapryśne - co z tego, że ja zostałabym tutaj, jeśli część bliskich jest/wyjeżdża gdzieś? pozostaje wsiąść jutro w samolot i czekać na wasze przyjazdy..
ostatnie pogaduchy i ściski dobiegły końca. nie zdarzyłam, albo nie miałam okazji zobaczyć wielu ludzików i teraz na pewno trochę minie zanim ich zobaczę. dlatego w pewnym momencie naszła mnie myśl, że nigdzie nie chce mi się jechać. mam ochotę posiedzieć z bliskimi i przegadać kilka następnych miesięcy. miejsce nie jest ważne, wystarczy kanapa, balkon, ogród. pamiętasz sovah jak wymyśliłeś/wymarzyłeś fantastyczno-utopijną wyspę dla bliskich? gdy już szczęście dopisze i zrealizujesz się zawodowo, co będzie szło w parze z mamoną, zakupisz małą wyspę na południu. zasiedlą ją wszyscy bliscy. tak, żebyś w wolnych chwilach mógł tam wpaść i przegadać kilka godzin, albo wypić z kimś poranną kawę. sąsiednia wyspa byłaby moja:) bo reality jest kapryśne - co z tego, że ja zostałabym tutaj, jeśli część bliskich jest/wyjeżdża gdzieś? pozostaje wsiąść jutro w samolot i czekać na wasze przyjazdy..
No comments:
Post a Comment