Wednesday, August 1, 2007

tromsø

od piatku jestem w tromsø. pomieszkiwalam przez piec dni u rodzinki norwesko-rosyjskiej, tobiasa i katii z malym sebkiem. radosnie, bezstresowo, czytaj: wszyscy maja wszystko w tylku. dzieci biegaja polnagie wrzeszczac, sterty papierow walaja sie po podlodze, gospodarze troche z toba pogadaja, ale wlasciwie glownie cie ignoruja. coz, nie czulam sie tam wyjatkowo swobodnie, mimo pozornie takiej atmosfery.
z inka poszlysmy na ryby (tragiczny pomysl). oczywiscie udalo sie nam sciagnac lodke na wode, ale po powrocie juz nie moglysmy jej wtaszczyc na gore. i wtedy z zarosli wylonil sie dlugowlosy bladyn poteznej postury i przedzwigal lajbe. pogadalysmy z nim chwile. wspomnial o chatce w okolicy, ktora moglby mi "wyporzyczyc", wiec pociagnelam temat. i udalo sie. mieszkam w chatce o bezcennym widoku, z mniej niz basic wyposazeniem. nie wiem jak dlugo tu wytrzymam. mam spadek energii. od tygodnia ocieram sie o ludzi, ale jestem sama. to byla dobra przerwa, ale juz bym z kims naprawde pobyla. wiec mysle o powrocie do chatki. sprawdzilam dzis pociagi..

1 comment:

Brudne Mietuski said...

hmm, kryzys... cala ta mitologia obiezyswiata ma w praktyce swoje ciemne strony... ja wlasnie zjadlam obiad z mama i tata (Kamila i Piotrkiem), zaraz do pracy, czyli do kurczakow, belkoczacych szkotow i halasliwych klientow. a pozniej powrot w srodku nocy z perspektywa napotkania kibicow glasgow rangers. odwiedzilam za to edynburg i jestem totalnie zachwycona. szkoda, ze raczej sie tam nie pojawisz, ale obmyslamy z kamila strategie powrotna na pazdziernik i prawdopodobnie wracamy przez wlochy i hiszpanie, wiec najwidoczniej i tak sie zobaczymy. bywaj dzielnie.