Friday, November 23, 2007
Wednesday, November 21, 2007
2dzieścia
mamy znowu 20cia stopni:] jest bosko przyjemnie, żadna część ciała nie narzeka na za-niską temperaturę. teraz poproszę wszystkie duszki uwielbiające święta bożego narodzenia ukryte pod śnieżną kołderką o zatkanie uszków (zawsze pisząc czuję się bardziej werbalna, niż wizualna).. doprawdy przyjemnie jest szwendać się wśród świątecznych ozdób (tego, że są za wcześnie nie komentuję) w jednej bluzie, bez obawy, że coś się odmrozi i odpadnie; no i będzie dość bolesne. święta niekoniecznie muszą prezentować się w kreacji "krąg polarny 2007". tym bardziej, że jakiś nadzwyczajnie skąpanych w śniegu świąt już od jakiegoś czasu nie pamiętam. więc, obym jak najdłużej cieszyła się pogodą porównywalną do naszej (i zawsze wkrada się takie "nasze") wczesnej jesieni. a żeby nie idealizować - dzięki tym 20tu stopniom mam nadzieję dotrwać do przyjazdu miquela z moim czerwonym kubraczkiem; wtedy może mrozić..
Tuesday, November 20, 2007
Sunday, November 18, 2007
co jeszcze? zdecydowałam się na wizytę w zakładzie fryzjerskim. odwlekałam to ze względu na barierę językową. ale w końcu zarosłam i nie było odwrotu. wytłumaczyłam czego pragnę po hiszpańsku i mając nadzieję, że bardziej się zrozumieliśmy niż nie - oddałam się w ręce (paznokcie z lakierem - neutralny beż) fryzjera. udało się - wróciłam do "półgłówka", czuję się świetnie.
w czwartek odwiedziłam judith, zaproszona na kolację. jest hiszpanką, która przyjeżdża do domu przepakować się - ostatnie prawie trzy lata spędziła na wolontariacie (chiny, canada, szwecja, belgia). zakładałam, że spędzamy spokojny wieczór przegryzając coś. a na miejscu czekała na nas (była też judith made in germany) cała rodzina i zastawiony stół, i rodzice mówiący tylko po hiszpańsku. więc pogimnastykowałam się lingwistycznie, z pewnymi sukcesami. wieczór wyśmienity, cholernie mili ludzie. mama, gdy odkryła, że lubię migdały, wsypała mi w kieszenie kilka garści. cóż, mniam:)
i coraz dzielniej przebywam kompromitujące sytuacje. dotąd inigo pożyczał mi swoją opaskę na basen, dzięki czemu nie płaciłam nic (czyli to, co tygryski lubią najbardziej, zaraz po samym pływaniu). co prawda, ostatnio zmieniał konto i obawiał się, że w pewnym momencie zablokują wejścia jako nie-opłacone. no i stało się - nie weszłam, a przy tej okazji służby odkryły, że nie wyglądam na "inigo". więc pani wrzeszczy do/na mnie: "to twoje?! nie!? to inigo?!". rety: "si, si, tranquila".. więc zbieram zabawki i wychodzę. muszę znaleźć jakiś inny tani zbiornik wodny;)
w czwartek odwiedziłam judith, zaproszona na kolację. jest hiszpanką, która przyjeżdża do domu przepakować się - ostatnie prawie trzy lata spędziła na wolontariacie (chiny, canada, szwecja, belgia). zakładałam, że spędzamy spokojny wieczór przegryzając coś. a na miejscu czekała na nas (była też judith made in germany) cała rodzina i zastawiony stół, i rodzice mówiący tylko po hiszpańsku. więc pogimnastykowałam się lingwistycznie, z pewnymi sukcesami. wieczór wyśmienity, cholernie mili ludzie. mama, gdy odkryła, że lubię migdały, wsypała mi w kieszenie kilka garści. cóż, mniam:)
i coraz dzielniej przebywam kompromitujące sytuacje. dotąd inigo pożyczał mi swoją opaskę na basen, dzięki czemu nie płaciłam nic (czyli to, co tygryski lubią najbardziej, zaraz po samym pływaniu). co prawda, ostatnio zmieniał konto i obawiał się, że w pewnym momencie zablokują wejścia jako nie-opłacone. no i stało się - nie weszłam, a przy tej okazji służby odkryły, że nie wyglądam na "inigo". więc pani wrzeszczy do/na mnie: "to twoje?! nie!? to inigo?!". rety: "si, si, tranquila".. więc zbieram zabawki i wychodzę. muszę znaleźć jakiś inny tani zbiornik wodny;)
Saturday, November 17, 2007
co się ostatnio działo? miasto stało się mniejsze, przytulniejsze. wracając z jakiegoś drinka małymi uliczkami niedaleko rambli, spotkało mnie znajome spojrzenie; ale niezidentyfikowane.. więc podchodzę do chłopca i pytam skąd się znamy. na co jego kumpel wybucha śmiechem "on spytał o to samo". okazało się, że przegadaliśmy godzinę na spotkaniu studentów filozofii. spotkanie przypadkowe, niezobowiązujące. ale dzięki takim spotkaniom, przegadanym piętnastu minutom, miasto wypełnia się, nęci, że za następnym zakrętem też się kogoś spotka.
spędzam święta bożego narodzenia w granadzie:] dzięki gościnności gaby i możliwości znalezienia jeszcze dość tanich lotów. bosko, miasto jest podobno piękne, a ja na chwile opuszczę barcelonę. a już chwilę później wyściskam przynajmniej sonię i michała (co już jest wyśmienite) w noc sylwestrową, mam nadzieję, że pozostali też ruszą dupcie.
zabawne jak szybko po oswojeniu się z miastem przychodzi chęć przedłużenia pobytu w nim..
spędzam święta bożego narodzenia w granadzie:] dzięki gościnności gaby i możliwości znalezienia jeszcze dość tanich lotów. bosko, miasto jest podobno piękne, a ja na chwile opuszczę barcelonę. a już chwilę później wyściskam przynajmniej sonię i michała (co już jest wyśmienite) w noc sylwestrową, mam nadzieję, że pozostali też ruszą dupcie.
zabawne jak szybko po oswojeniu się z miastem przychodzi chęć przedłużenia pobytu w nim..
Friday, November 9, 2007
rowerowy niebyt
zrób statement w stylu "polubiłam się z miastem" i co się dzieje? ukradli mi rower.. jak co dzień wyglądam za okno sprawdzając (jasne, że się tego spodziewałam, ale trochę później), a tam - NIC, roweru brak, rowerowy niebyt. a już się nawet przyzwyczaiłam, że hamulce nie działają. zawsze dzieje się to samo, tylko tutaj ukradli mi 240zł, a nie wrocławskie 100. cholera, jeżdżę busem..
Wednesday, November 7, 2007
i polubiłam się z miastem
zabrało mi to dwa miesiące. poszło tym razem powoli i opornie. należy w przyszłości się tym zająć i zredukować proces aklimatyzacji do dwóch tygodni;) ale w końcu czuję się w barcelonie jak na swoim miejscu. mijam swoje kąty, dojeżdżam rowerem na zajęcia, mam do kogo zadzwonić jeśli wieczór zapowiada się długi. jest chłodniej, światło jest ostre, świetnie kładzie się na kamienicach. cierpiałam na brak ludzi, a teraz brakuje dni w tygodniu, jeśli chciałoby się z wszystkimi przegadać kilka godzin. poza tym, nie należy zapominać, że należałoby tu trochę postudiować (z tym na pewno się nie wyrabiam). a ludziki ze stron różnych, więc przychodzi mi czasem dukać po hiszpańsku. poza tym na chatce też dukać zaczęłam. może jeszcze się trochę hiszpańskiego nauczę. i buziakuję w dwa policzki;)
a gdyby jeszcze się złożyło kilka pysków wyściskać przy okazji sylwestra - byłoby bosko:)
a gdyby jeszcze się złożyło kilka pysków wyściskać przy okazji sylwestra - byłoby bosko:)
Subscribe to:
Comments (Atom)
