co jeszcze? zdecydowałam się na wizytę w zakładzie fryzjerskim. odwlekałam to ze względu na barierę językową. ale w końcu zarosłam i nie było odwrotu. wytłumaczyłam czego pragnę po hiszpańsku i mając nadzieję, że bardziej się zrozumieliśmy niż nie - oddałam się w ręce (paznokcie z lakierem - neutralny beż) fryzjera. udało się - wróciłam do "półgłówka", czuję się świetnie.
w czwartek odwiedziłam judith, zaproszona na kolację. jest hiszpanką, która przyjeżdża do domu przepakować się - ostatnie prawie trzy lata spędziła na wolontariacie (chiny, canada, szwecja, belgia). zakładałam, że spędzamy spokojny wieczór przegryzając coś. a na miejscu czekała na nas (była też judith made in germany) cała rodzina i zastawiony stół, i rodzice mówiący tylko po hiszpańsku. więc pogimnastykowałam się lingwistycznie, z pewnymi sukcesami. wieczór wyśmienity, cholernie mili ludzie. mama, gdy odkryła, że lubię migdały, wsypała mi w kieszenie kilka garści. cóż, mniam:)
i coraz dzielniej przebywam kompromitujące sytuacje. dotąd inigo pożyczał mi swoją opaskę na basen, dzięki czemu nie płaciłam nic (czyli to, co tygryski lubią najbardziej, zaraz po samym pływaniu). co prawda, ostatnio zmieniał konto i obawiał się, że w pewnym momencie zablokują wejścia jako nie-opłacone. no i stało się - nie weszłam, a przy tej okazji służby odkryły, że nie wyglądam na "inigo". więc pani wrzeszczy do/na mnie: "to twoje?! nie!? to inigo?!". rety: "si, si, tranquila".. więc zbieram zabawki i wychodzę. muszę znaleźć jakiś inny tani zbiornik wodny;)
w czwartek odwiedziłam judith, zaproszona na kolację. jest hiszpanką, która przyjeżdża do domu przepakować się - ostatnie prawie trzy lata spędziła na wolontariacie (chiny, canada, szwecja, belgia). zakładałam, że spędzamy spokojny wieczór przegryzając coś. a na miejscu czekała na nas (była też judith made in germany) cała rodzina i zastawiony stół, i rodzice mówiący tylko po hiszpańsku. więc pogimnastykowałam się lingwistycznie, z pewnymi sukcesami. wieczór wyśmienity, cholernie mili ludzie. mama, gdy odkryła, że lubię migdały, wsypała mi w kieszenie kilka garści. cóż, mniam:)
i coraz dzielniej przebywam kompromitujące sytuacje. dotąd inigo pożyczał mi swoją opaskę na basen, dzięki czemu nie płaciłam nic (czyli to, co tygryski lubią najbardziej, zaraz po samym pływaniu). co prawda, ostatnio zmieniał konto i obawiał się, że w pewnym momencie zablokują wejścia jako nie-opłacone. no i stało się - nie weszłam, a przy tej okazji służby odkryły, że nie wyglądam na "inigo". więc pani wrzeszczy do/na mnie: "to twoje?! nie!? to inigo?!". rety: "si, si, tranquila".. więc zbieram zabawki i wychodzę. muszę znaleźć jakiś inny tani zbiornik wodny;)
No comments:
Post a Comment