Monday, March 31, 2008

barcelona płacze

rozpadało się. a że w barcelonie to rzadkie zjawisko - ludzie reagują histerycznie. ja utknęłam w pracy. oswoiłam się z miejscem, marudzeniem tony'iego, perfekcjonizmem juci, stałymi klientami i ich humorami. znam coraz więcej historii, które razem tworzą dość barokową formę. w opowiadaniach przeplatają się: alkohol, wspomnienia o WBrytanii, rowery górskie, prostytutki, pogoda, podróże, udział w wojnach, sport, jedzenie, muzyka, sex, języki, ex-polskie-dziewczyny i inne ex. puentą jest zawsze poszukiwanie miejsca, gdzie można doczekać rana przy ostatnim piwie (a miejsce zawsze jest to samo..). ludzie, którzy kiedyś tam pracowali, teraz są stałymi bywalcami. ludzie, którzy teraz tam pracują, upijają się tam w dni wolne. przepracowany tydzień utwierdził mnie w przekonaniu, że warto zachować dystans do tego miejsca. konsekwentnie będę unikać tego zaułku w swoje cenne wolne wieczory.

Tuesday, March 25, 2008

trabajo!!!

po wielu moich wynurzeniach na temat mamony, szukania pracy, wywiadach, ogłoszeniach - już nie chciałam zapeszać. ale, uwaga, marta k. w końcu znalazła pracę. przytulił mnie irlandzki pub sportowy (yeah, będę teraz na bieżąco z footballem, młodszy). klienci mówią w hiszpańskim lub angielskim (okazuje się, że jestem w stanie ratować tyłek tony'iemu w dogadywaniu się po hiszpańsku), co ważniejsze - staff operuje angielskim. przetrwałam okres próbny, który trwał pięć wieczorów i zostaję na stałe. nie mam pojęcia o drinkach, ale na razie nikomu to nie przeszkadza;) moje życie towarzyskie (z resztą, jakiekolwiek inne też..) uschnie, bo będę tam spędzać pięć wieczorów w tygodniu pracując od 18ej do 3/4ej. całe szczęście, że jest to praca, w której mogą mnie odwiedzać znajomi. może nie zapomnę jak wyglądają.. chłopcy, z którymi pracuję też zapowiadają się wyśmienicie. juca jest brazylijczykiem, który do tej pory doradzał mi, jak robić rzeczy lepiej (nawet tonu głosu nie zmienia, jak coś partaczę). tony, anglik (towarzyszy mi na fotach) jest złotym chłopcem o dużym sercu i skłonności do marudzenia. poza tym operuje cockney, co zmusza mnie do dużego wysiłku lingwistycznego. w pracę jest też wliczone ryzyko. mianowicie, po każdym wieczorze staff ma darmowego drinka, a nie ma nic tak dobrego po skończonej pracy - jak zimny browar. i wtedy już schodzą napięcia i dobrze się gada. drugi browar też nic właściwie nie kosztuje, bo wpadło kilka euro napiwków. a wtedy już nie warto wychodzić przed 5ą, bo wtedy zaczyna jeździć metro. i trzeba tylko wygospodarować 7/8 godzin snu..



semana santa

cały tydzień wielkanocny w hiszpanii (a przynajmniej w bcn) jest wolny. wiadomo co zrobić z całym tygodniem wolnego. większość moich znajomych wpadła na pomysł wyjazdu, rozpierzchli się po całym półwyspie. tym razem, brak mamony utrzymał mnie na tyłku w mieście z mocnym (a jakże, cały czas..) postanowieniem szukania pracy. dnie mijały mi zatem na czytaniu (przebrnęłam przez większość pozycji obowiązujących mnie w tym semestrze..), wysylaniu cv'ek i roznoszeniu ich po centrum. doprawdy parszywy czas. dawno nie dopadł mnie tak brak mamony. zablokował jakiekolwiek pole manewru. nie mam nic przeciwko siedzeniu z bliskimi w jakimś szarym kącie i popijaniu taniego piwa. ale zaczyna się to komplikować, gdy bliscy zaczynają bookować bilety lotnicze, a ja oszczędzam na metrze.. więc drugiej połowy tygodnia już bym nie zdzierżyła. ale los okazał się łaskawy:]

zaragoza 7-11 marca

trochę mnie tu nie było. więc z uzupełnień watro wspomnieć o wypadzie do zaragozy, do metka i agi. to co utkwilo mi w pamięci szczególnie - to to, że w pt wiało cholernie, w sob nieco mniej, a w niedz padało. taa, pogoda się nie udała. ale nie przeszkodziło to nam w przyjemnym szwendaniu się po mieście, jedzeniu, patrzeniu, popijaniu, gadaniu. dojeżdża się tam przez niesamowite kamienne pustkowia. nie ma tam nic. nie chciałabym się tam znaleźć latem w jakiś niewyobrażalnych temperaturach. a zaragoza? nie robi wrażenia. mogę to powiedzieć, bo metki właśnie przeprowadzają się do barcelony;)


alhaferia:jak każde szanujące się hiszpański miasto - zaragoza ma swoje dzielnice graffitti:i trochę bardziej społecznie:

Monday, March 3, 2008

exam cd

jacqueline jak zwykle stanęła na wysokości zadania - "i'm so sorry, marta", jakbym to za jej sprawką oblała ten exam. więc przynajmniej jest współpracująca i postara się załatwić wcześniejszy termin poprawki (oficjalny jest 30go czerwca; ja mam już wtedy zamiar być na innym kontynencie, a uniwerek barceloński jest chyba nieco zbyt przywiązany do wszelkiego "oficjalnego"). więc będę miała powtórkę z rozrywki. ale przynajmniej da się to rozwiązać. bom już się bała..