Tuesday, March 25, 2008

trabajo!!!

po wielu moich wynurzeniach na temat mamony, szukania pracy, wywiadach, ogłoszeniach - już nie chciałam zapeszać. ale, uwaga, marta k. w końcu znalazła pracę. przytulił mnie irlandzki pub sportowy (yeah, będę teraz na bieżąco z footballem, młodszy). klienci mówią w hiszpańskim lub angielskim (okazuje się, że jestem w stanie ratować tyłek tony'iemu w dogadywaniu się po hiszpańsku), co ważniejsze - staff operuje angielskim. przetrwałam okres próbny, który trwał pięć wieczorów i zostaję na stałe. nie mam pojęcia o drinkach, ale na razie nikomu to nie przeszkadza;) moje życie towarzyskie (z resztą, jakiekolwiek inne też..) uschnie, bo będę tam spędzać pięć wieczorów w tygodniu pracując od 18ej do 3/4ej. całe szczęście, że jest to praca, w której mogą mnie odwiedzać znajomi. może nie zapomnę jak wyglądają.. chłopcy, z którymi pracuję też zapowiadają się wyśmienicie. juca jest brazylijczykiem, który do tej pory doradzał mi, jak robić rzeczy lepiej (nawet tonu głosu nie zmienia, jak coś partaczę). tony, anglik (towarzyszy mi na fotach) jest złotym chłopcem o dużym sercu i skłonności do marudzenia. poza tym operuje cockney, co zmusza mnie do dużego wysiłku lingwistycznego. w pracę jest też wliczone ryzyko. mianowicie, po każdym wieczorze staff ma darmowego drinka, a nie ma nic tak dobrego po skończonej pracy - jak zimny browar. i wtedy już schodzą napięcia i dobrze się gada. drugi browar też nic właściwie nie kosztuje, bo wpadło kilka euro napiwków. a wtedy już nie warto wychodzić przed 5ą, bo wtedy zaczyna jeździć metro. i trzeba tylko wygospodarować 7/8 godzin snu..



No comments: