trochę mnie tu nie było. więc z uzupełnień watro wspomnieć o wypadzie do zaragozy, do metka i agi. to co utkwilo mi w pamięci szczególnie - to to, że w pt wiało cholernie, w sob nieco mniej, a w niedz padało. taa, pogoda się nie udała. ale nie przeszkodziło to nam w przyjemnym szwendaniu się po mieście, jedzeniu, patrzeniu, popijaniu, gadaniu. dojeżdża się tam przez niesamowite kamienne pustkowia. nie ma tam nic. nie chciałabym się tam znaleźć latem w jakiś niewyobrażalnych temperaturach. a zaragoza? nie robi wrażenia. mogę to powiedzieć, bo metki właśnie przeprowadzają się do barcelony;)



alhaferia:



jak każde szanujące się hiszpański miasto - zaragoza ma swoje dzielnice graffitti:



i trochę bardziej społecznie:


No comments:
Post a Comment