barcelona mnie zaskoczyla. wcale nie pozytywnie. pokazala sie jako pomarszczona i brzydka. pelna smieci, kurzu i betonu. pocieszam sie, ze tak naprawde nic nie widzialam. czekalam caly dzien na tuche (z tobolkami), wiec zaleglam na pierwszej znalezionej lawce. potem polazilysmy po kilku ulicach, ale centrum, glownych smaczkow jeszcze nie widzialam. bede odkrywac miasto krok-po-kroku, bez zachlysniecia sie, bez przekonania, ze barcelona jest piekna. takiej jej jeszcze nie znam. wyglada na to, ze bedziemy sie powoli ze soba oswajac, bycmoze konczac wielkim romansem.
2 comments:
ponowne zalogowanie tu mnie przerasta. Mietuski odeszly w niepamiec. z anonimowej jaskini gdakam. chcialam rzec tyle, ze duze miasto zawsze obrasta syfem - metropolie zazwyczaj poznaje sie od strony dupy, teraz pora sie wspiac na grzbiet. duzo przed toba, ale w koncu spojrzysz barcelonie w twarz i wtedy pogadamy. bukuje dzisaj bilet do hiszpanii na 3-ciego pazdziernika, takze widzimy sie wkrotce. chyba ze do tego czasu czarne owce pozra niebo.
Przypominam sobie te wyspę, z tym że póki co to ja na niej cały czas siedzę. Oswajaj się z Barcelką i ciesz sie, że zimy nie będzie. U nas już pizga.
Ściskam?
Sovah?
Post a Comment