dzis pierwsza mzawka - niesamowita ulga. ochlodzila me cialo i me nerwy. bardzo niepewnie czuje sie z hiszpanskim, co najwyzej na razie dukam.. kasy okazuje sie jak zwykle za-malo. nadzieja na prace jakas jest, ale czas dzielacy mnie od wyplaty moze byc dlugi.. transport drogi, wiec oczywiscie pojawia sie pomysl rowerka. ale rowerek jest spora nagla inwestycja.. ahh..
dosc marudzenia. z pozytywow - juz w piatek znalazlam lokum. mieszkam u boku pary chlopcow (domek wpada kolorystycznie w roz;). inigo i alex sa przemili. po niedzielnej przeprowadzce nakarmili mnie, zabrali ze soba na pod-barcelonska plaze, gdzie plywalam w cieplusiej wodzie (taa, po doswiadczeniach z norge, jest bosko ciepla), a wieczorem chorkiem krzykneli z salonu: "good night pia!". mieszkanie zapowiada sie przyjemnie, wiec mam juz swoja ostoje - a to sporo:)
poza tym zaczal sie kurs hiszpanskiego dla erasmusowcow. pocieszajace jest to, ze nie tylko ja dukam. niepokojace to, ze wszyscy bardzo entuzjastycznie podchodza do integracji - planuja juz party, kolacje, wyprawy. sa mili, usmiechaja sie i prawie zawsze, sa niemcami;) ale pojawila sie tez finka, ktora zdaje sie to wszystko traktowac z dystansem. moze byc zdrowym, chlodnym brzegiem.
No comments:
Post a Comment