Thursday, September 6, 2007

mam wrazenie, ze caly czas spedzam na zajeciech z hiszpanskiego. jednoczesnie, postepow nie zauwazylam. ok, to dopiero cztery dni.. przed zajeciami codziennie jest cos do zalatwienia: wizyta na wydziale (ktory nie rozni sie za bardzo od naszych i oczywiscie interesujace mnie wladze maja wolne..), zalatwianie niezbednych papierow do pracy (tam tez bez niespodzianek - kolejki; zaskakuje jedynie to, ze spotyka sie w nich znajomych z liceum; chociaz wlasciwie, czy to jeszcze zaskakuje?..), jakies oplaty, zakupy (bo przeciez nie mam nic..). caly dzien w biegu przy jakiejs kosmicznej duchocie - cale miasto ciezko oddycha.
na zajeciach z hiszpanskiego spedzamy piec godzin. wlasciwie nie mozna ich nazwac intensywnymi, bo robimy niewiele. ale w ciagu ostatniej godziny i tak nie kontaktuje, jestem skonana. a studiowania filozofii en español sobie nie wyobrazam..

No comments: