noc sylwestrowa. zaczęliśmy wspólną kolacją (oki, pijaństwem też) na chatce. północ zastała nas na plaza espana, gdzie wyśpiewaliśmy wszystkie polskie hity. cóż.. bawiliśmy się przednio;) poza tym byliśmy polonijnym punktem placu i zbieraliśmy, wrzeszcząc i śpiewając, życzenia od innych zaplątanych rodaków. planów nie mieliśmy żadnych, jedynie pragnienie hiszpańskiej, taniej, lokalnej biby. więc weszliśmy do pierwszego napotkanego corner pubu. tam poprosiliśmy o silny, lokalny popitek. po pertraktacjach (proponowali nam baileysa..), właściciel zniknął w magazynie i wyłonił się ponownie z butelczyną bez etykiety:) coś silnego i ziołowego. w międzyczasie, dziewczyny zaczęły bujać na parkiecie, więc obsługa wynosiła stoły, żeby zrobić więcej miejsca. potańcowalim wszyscy, podrywając zasiedziałą rodzinną imprezę. bawiliśmy się wyśmienicie. na koniec właściciel zasiadł z gitarą i grał nam katalońskie songi. co zostało uwiecznione. taa, nasza koordynacja ruchowa i poczucie rytmu już nieco się wyczerpały..
No comments:
Post a Comment