Monday, January 28, 2008

płynie

do prawie tygodnia nie robie nic, a przynamniej nic-konkretnego, nic-zorganizowanego, nic-do-czego-musiałabym-się-zmuszać. czas płynie leniwie, a ja pozwalam się mu unosić. dwa dni spędzone z tomaszem i izą. widzieliśmy sie ostatni raz prawie dwa lata temu w zielonej górze, a teraz spędzali holiday'a z irlandii w barcelonie. więc siedzimy, i gadamy, i łazimy, i gadamy. sobotę przełaziłam w pobliskich górkach. było tego tuptania trochę, ale co najlepsze - grzanie się w styczniu w ciepłym słońcu. i robi się leniwie. a wczoraj odebrałam kolejne, nieco przestrachane erasmusy z wrocławia. popijając piwo bawiłam się w quiz stu pytań dotyczących tego "jak przetrwać w hiszpanii"(szczególnie gdy nie mówi się po hiszpańsku), będąc postrzeganą jako skarbnica niezawodnych odpowiedzi. well.. i kilka odpowiedzi się znalazło. poczułam, że już tu chwilę mieszkam.
za tydzień znajdę się w szarej, zachmurzonej poloni. w miejscu gdzie zaciera się granica między pięknem a brzydotą. w niedogrzanych miejskich środkach transportu pełnych bladych twarzy pozbawionych wyrazu. zawiruję w przepychankach do autobusów. spóźni sie pociąg, który będzie miał mnie zabrać do rodzinnego (i będzie miał nieszczelne okna). w miejscu, gdzie expedientki nie odpowiadają na "dzień dobry", bo nie widzą w dniu nic dobrego. na śródmieściu w środku nocy zaczepi mnie lokalny żulik, a z oddali będą dobiegać rodzinne wrzaski. i już nie mogę się doczekać:)

No comments: