do prawie tygodnia nie robie nic, a przynamniej nic-konkretnego, nic-zorganizowanego, nic-do-czego-musiałabym-się-zmuszać. czas płynie leniwie, a ja pozwalam się mu unosić. dwa dni spędzone z tomaszem i izą. widzieliśmy sie ostatni raz prawie dwa lata temu w zielonej górze, a teraz spędzali holiday'a z irlandii w barcelonie. więc siedzimy, i gadamy, i łazimy, i gadamy. sobotę przełaziłam w pobliskich górkach. było tego tuptania trochę, ale co najlepsze - grzanie się w styczniu w ciepłym słońcu. i robi się leniwie. a wczoraj odebrałam kolejne, nieco przestrachane erasmusy z wrocławia. popijając piwo bawiłam się w quiz stu pytań dotyczących tego "jak przetrwać w hiszpanii"(szczególnie gdy nie mówi się po hiszpańsku), będąc postrzeganą jako skarbnica niezawodnych odpowiedzi. well.. i kilka odpowiedzi się znalazło. poczułam, że już tu chwilę mieszkam.
No comments:
Post a Comment