ok, wpadłam w przedwczesną-nieuzasadnioną-naiwną euforię. czas się przyznać, że nic się nie zmieniło: roweru jak nie było, tak nie ma; praca prawdopodobnie zostanie mi sprzątnięta sprzed nosa; przede mną przetłumaczenie (bo czytaniem tego nazwać nie można) księgi z antropologii; korzystanie z uroków klimatyzacji przyprawiło mnie o cieknący nos i pękającą czaszkę.. jestem więc pogrążona głęboko w mięsistej dupie..
to jest barcelońskie metro, a nie żadne cholerne światełko w tunelu..
2 comments:
widze, ze krwawisz metaforami, co mnie bardzo cieszy... miesista lady :)
mietus
taa, górnolotnymi..
Post a Comment