dzis sobota. odpoczywamy od mulu i blota. mozemy chwile poleniuchowac. pozostalo zaznaczyc swoja obecnosc na dzisiejszym lokalnym markecie spiewajac z cala wioska. ja do osob spiewajacych nie naleze, do publicznych tym-mniej, wiec mozna sie domyslac ile radosci mi to sprawia.. zastanawiam sie czy juz ktos zaczal podejrzewac, ze uspolecznianie sie i integracja w grupie mnie raczej nie bawi..

przerzucanie blota ma swoje plusy, okazuje sie. wieczorem wywieziono nas (czy raczej wy-plynieto) lajba rybacka na jedna z pobliskich malutkich wysp. na tamtejszym szczycie (pagurku, oczywiscie) czekalismy na zachod slonca. zachodu nie doczekalismy, bo wlasciwie sie nie dokonal. ale niebo zasypalo nas kolorami. pieknie. wracalismy w deszczu..







No comments:
Post a Comment