
miałam wstać przyzwoicie wcześnie, ale chęć wyspania się zwyciężyła - dzień zaczął się ok 15ej.. i leniłam się bardzo przyjemnie zajmując się jakimiś pierdołami. wieczór u mari na squocie, jak zwykle przy dobrym żarełku. tam okazało się, że ekipa odkryła jak wejść do pobliskiego kina na seanse za darmo. wiec wybrałyśmy się na "no es pais para viejos". nie przez przypadek używam hiszpańskiego tytułu - wszystkie filmy są tu dabbingowane. więc filmu nie będę recenzować, bo trudno mi określić do jakiego stopnia go zrozumiałam.. przyjemnie było posiedzieć na sali kinowej, z wielkim ekranem i śledzić poczynania postaci mając nadzieję, że rozumie się kwestie. uświadomiłam sobie, że baaardzo dawno nie byłam w kinie. może będziemy się tam wybierać częściej, nie wzbudzając podejrzeń;)
2 comments:
Czy obejrzenie "no es pais para viejos" stało się na Hiszpan kwestią narodową?
Ściskam
Sovah
cóż, obawiam się, że i oni się zamerykanizowali i hitami są komedie i horrory..
jak zareagowałeś na opis dotyczący "nietuzinkowych ról" na jaraczu? chociaż właściwie ostatnio ta kucharka..
besos?
Post a Comment