Monday, October 22, 2007

pszczółka maja


byłam przekonana, że maja jest czeszką. w końcu w dzieciństwie karmili nas produkcjami rosyjskimi/ czeskimi/słowackimi; koprodukcje były oczywiście mile widziane. a maja ma korzenie austriacko-japońsko-kanadyjskie - kto by się spodziewał? mało tego, nasi hiszpańscy rówieśnicy wychowywali się na maji. nawet song ma tą samą melodię. więc gdy ostatnio na spotkaniu ze studentami filozofii wymienialiśmy majowe piosenki w ojczystych językach, mari (finland) zareagowała: "oh! maja, the bee?!". yah, dzieci w finlandii też poznały maję:) wygląda na to, że maja leży u podstaw wspólnoty europejskiej..

spotkanie studentów filozofii w piątek. ludziki, które ze mną kiedyś studiowały, zrozumieją moje zdumienie - przyszło ponad trzydzieści osób. wszyscy bez marudzenia (choć nie szybko, ale to już przypadłość hiszpanów, niekoniecznie studentów filozofii) zasiedli w chińskiej restauracji, gdzie zajadali i dążyli do upojenia. oczywiście wrzaskom i śpiewom nie było końca (nie mogę się nadal przyzwyczaić do natężenia dźwięków..). z zagranicznych byłam tylko ja, mari (finland) i marko (italy), więc tylko trójka uczestników miewała zdezorientowane miny..

poznałam też ludzików z senegalu. jadłam już z chłopakami ze wspólnych mis, więc pierwsze lody zostały przełamane;) bardzo otwarta chatka, gdzie czas chyba dobrze umyka. i co dla mnie cholernie ważne - zaczęłam dukać po hiszpańsku (chyba po ponad miesiącu pobytu tutaj nie powinnam się tym chwalić..). faktycznie przy okazji tych różnych event'ów byłam skazana na ludzi mówiących wyłącznie po hiszpańsku (a przynajmniej nie po angielsku) i zostałam przyparta do muru. po kilku godzinach rozmowa dalej się ciągnęła (moją główną kwestią jest:"mas lento, por favor!") i udało mi się, koniec-końców, coś przekazać. muszę jeszcze wprowadzić drastyczne lingwistyczne zmiany na chatce..

ah, i mały sukces! w końcu udało mi się zapisać na zajęcia. musiałam skompletować stertę podpisanych papierów (co oznacza bieganie za tymi podpisami i sterczenie pod gabinetami, kiedy nikt, cholera, nie przychodzi na swoje godziny konsultacji..). później kolejne gabinety, kolejni ludzie zadający pytania w obcym języku. i udało się:) dostałam numerki, których potrzebuję, żeby mieć dostęp do biblioteki (tak jakbym miała korzystać z licznych hiszpańsko-języcznych zbiorów..) i materiałów uniwerku na necie. poza tym czerwony plecak special for erasmus students. wiemy dobrze, że mam do czerwieni słabość.. ale przede wszystkim jest to kolor ostrzegawczy, już w świecie zwierzątek. a oni rozdają nam czerwone plecaki - "uwaga! student z zagranicy!"

No comments: