Trafiłam do Indii, więc blog powrócił. 07.11.12 wylądowałyśmy
w Delhi w środku nocy. Miasto nie wita ciepłem i gościnnością. Pierwsze kilka
godzin spędziłyśmy w przekonaniu, że wszyscy kłamią, przeczą sobie nawzajem i
są przeciwko nam. Na szczęście po dojechaniu do Jaipuru – wyspałyśmy się…
Smakuje mi
wszystko. W biurze gotuje Nepalczyk, który informuje nas o obiedzie w
zrozumiały dla nas sposób „khana ready” – wszyscy odrobili zadanie domowe;)
wegetariański szefu zdominował kuchnię i codziennie jemy wegetariańsko. Gorzej
z nową chatką, w której na razie brak filtru do wody i gazu do kuchenki, ale
pewnie kiedyś się pojawi (początkowo waletowałyśmy u rodziny Sambhava, gdzie
dbała o nas mama, więc niczego nam nie brakowało).
Jaipur znam jak dotąd głównie z okien
samochodu/rikszy. Zakurzony, brudny, chaotyczny nie zachwyca, ale i tak
codziennie gapię się z okien w drodze do pracy. Miasto bez związku z biurem
widuję jedynie wieczorami, już po zmroku. Musi więc mi sporo umykać z kolorytu
i życia miasta za dnia. Pozostaje czekać na wolne niedziele (po podliczeniu
niedziel do końca lutego 2013 mamy 15 - nie ma więc rewelacji – spędzę w
Indiach dwa tygodnie i trochę marca). Już po tygodniu życia w Indiach “have faith and wait” wydaje się główną
maxymą tego kraju. Mañana przy tym,
co się tu dzieje, to mała niedogodność.
No i święta. Argumentem za tym, że nie da się
czegoś załatwić, jest często (lub trafiłyśmy na taki okres) fakt, że jest
akurat wolne z powodu takiego lub innego święta.
13go listopada obchodzono Diwali (nie znaczy to, że wtedy
zaczęto je świętować; miasto było
rozrywane fajerwerkami w dzień i w nocy na tydzień przed, więc praktycznie od
mojego przylotu). Wszystkie budynki spływają światłem i wszystko dudni od
explozji. Zgrabny argument: “fajerwerki może nie są ekologiczne, ale wykańczają
komary w całym mieście”. Niemal profilaktyka malaryczna. Fakt, że
kurz i syf trochę mniej rzuca się w oczy, ale po Diwali wszystko wraca na miejsce.
Paradoxem, którego wydają się nie widzieć jest, że przed Diwali wszystko jest
drobiazgowo sprzątane (oczyszczenie), by kilka dni później pokryć się pyłem z
explozji.
Przy okazji Diwali dostałam kropkę, ale okazało się, że nadal jestem
przyjezdna i mogę pracować, kiedy wszyscy Hindusi mają wolne;)
(some pictures by kulka)
No comments:
Post a Comment